Poprowadzony głównie granią szlak jest jednym z ciekawszych w okolicy. Ze względu na przebieg trasy oferuje on na całej długości spore atrakcje widokowe. Pozwala także dobrze zapoznać się z grupą Kop Liptowskich, otoczeniem Giewontu i Czerwonych Wierchów. Sama droga jest urozmaicona, gdyż zwykle do góry podchodzimy na krótkich odcinkach, potem znowu schodzimy nieco w dół, a do tego zdarzają się momenty skaliste, gdzie mniej wprawni zmuszeni są do użycia rąk. Szlak prowadzi prawie wyłącznie po stronie słowackiej, zimą dość poważnie narażony na zejście lawin.
Znaki czerwone biorą swój początek po zachodniej stronie wierzchołka Kasprowego Wierchu. Wycieczkę zaczynamy ściśle granią, wędrując nad Doliną Goryczkową, gdzie zimą szusują narciarze. Obniżamy się dość sporo, aż na Goryczkową Przełęcz nad Zakosy. Dalej wędrujemy nieco do góry, by przy okazji zejść z grani na południowe zbocza Goryczkowych. W dole widać głuche lasy niezwykle rzadko odwiedzanej Doliny Cichej. Ładnie prezentuje się też Krywań.
Na dalszą drogę składa się seria nieznacznych zejść i podejść. Częściowo też napotkamy łatwe, dobrze urzeźbione, niewielkie i bezpieczne ścianki do pokonania. Stopniowo zmienia się sceneria, Świnica i Kasprowy już tylko majaczą w oddali. W ten oto sposób wydostajemy się znów na grań, na Przełęcz pod Kopą Konracką. Odchodzi stąd zielony szlak do schroniska na Hali Kondratowej. My zaś kierujemy się dalej. Tym razem dość stromo i długo pod górę, ale w końcu zdobywamy pierwszy z Czerwonych Wierchów i nabieramy sporo wysokości. Na Kopie Kondrackiej (2005) widoki jeszcze bardziej nabierają głębi, a na północ odchodzi szlak żółty na Giewont.
Trawiasty, obły wierzchołek Kopy stanowi świetne miejsce na postój.
Konsekwentnie kierujemy się na zachód, obniżając się dość znacznie na Małołącką Przełęcz. Stąd kolejne, dość nużące podejście na Małołączniak (2096). Wspaniałe widoki wynagradzają jednak wysiłek włożony w zdobycie tego szczytu. Na szczęście kolejna przełęcz jest całkiem płytka i na najwyższy wierzchołek na trasie, Krzesanicę (2122), nie pniemy się zbyt długo. Na górze możemy podziwiać wspaniałe urwisko, którym obrywa się ona ku północy. Jest ono jeszcze lepiej widoczne, gdy nieco zejdziemy ze szczytu, w kierunku ostatniego z Czerwonych Wierchów - Ciemniaka (2096). Wejście na tenże Ciemniak jest jeszcze szybsze i przyjemniejsze niż na Krzesanicę, a widoki różne od poprzednich, gdyż dopiero tutaj wyłaniają się w całej wspaniałości Tatry Zachodnie. Zejść możemy albo prosto do Doliny Kościeliskiej, albo przez Dolinę Tomanową do schroniska na Ornaku.