Tatry

Bezpieczeństwo

Drukuj

Ofiary Tatr

W Tatrach, jak zresztą w każdych górach wysokich, nie obywa się bez wypadków, a co za tym idzie - bez ofiar śmiertelnych. Śmierć nie jest tu bowiem zagrożeniem czysto abstrakcyjnym. Wprost przeciwnie, życie tracą w Tatrach zarówno młodzi jak i starzy, nowicjusze i bardzo doświadczeni turyści. Osobną kartą będą w tej opowieści wypadki z udziałem narciarzy, grotołazów i taterników. Są to jednak już pewne dyscypliny sportu, nie powiązane ściśle z tematyką tej witryny, przez co zostaną potraktowane nieco po macoszemu. Pierwszymi zdaniami tego artykułu chciałem uwypuklić fakt, jak wiele czynników losowych może mieć wpływ na potencjalny wypadek w górach. Oczywiście gdyby wszystko zależało od ślepego losu, poradnik poniższy nie miałby racji bytu. Co więcej, główna odpowiedzialność za nasze bezpieczeństwo spoczywa na naszym rozsądku, umiejętnościach i wyobraźni. Celem tego artykułu jest więc wskazanie potencjalnych zagrożeń oraz udzielenie rad i informacji pozwalających ich uniknąć. Postaram się również przybliżyć zalecane postępowanie w najczęstszych sytuacjach awaryjnych.

Podstawowe zagrożenia

Przeglądając kroniki tatrzańskiego pogotowia z łatwością można wyłonić główne przyczyny wypadków. Jakże wiele ofiar pochłonęło najpospolitsze, niespodziewane pośliznięcie. Nie mniej ludzi zginęło zbaczając ze znakowanego szlaku i zapuszczając się w którąś z wielu tatrzańskich pułapek. Ogólniejszym powodem jest tu po prostu kiepska znajomość terenu, nieumiejętne korzystanie z mapy lub drastyczne pogorszenie warunków pogodowych - szczególnie mam tu na myśli mgłę i zadymkę. Niemniej niektórzy opuszczają też szlak świadomie i dobrowolnie - pchani często brawurą i pychą. Przed osądzaniem innych trzeba jednak mieć świadomość, iż w obliczu zagrożenia ludzie nierzadko zachowują się zupełnie irracjonalnie - rzucają się w przepaść, gdy ratownicy są już bardzo blisko, czy też umierają z wyczerpania i wychłodzenia na dosłownie kilka kroków od zbawczego schroniska. Ostatnimi czasy za wypadki odpowiedzialność zaczyna ponosić też nowy, rzadko występujący do tej pory w Tatrach wróg - alkohol.

Pogoda i widoczność

Warunki atmosferyczne odpowiadają w dużym stopniu za bezpieczeństwo na tatrzańskich szlakach. Zła pogoda może wydłużyć znacznie czas przejścia i zwielokrotnić trudność szlaku. Zimowa aura niektóre szlaki zamienia w drogi taternickie. Warto więc dogłębnie przeanalizować modelowe zachowanie w wypadku załamania pogody.

Burze

Załóżmy, iż rozpętała się burza z piorunami. Błyskawice wybierają zwykle najwyższe punkty w okolicy. Z tego też powodu częste porażenia w Tatrach Polskich mają miejsce na Giewoncie i Świnicy. Nie wolno zapominać, że dodatkową atrakcją dla piorunów są wszelakie metalowe krzyże, czy też sztuczne ubezpieczenia jak łańcuchy i drabinki. Należy bezwględnie odsunąć się od takich miejsc w trakcie nawałnicy. Pamiętajmy o wyjęciu baterii z telefonu komórkowego, który pracując, jonizuje powietrze, ułatwiając gromowi uderzenie. Najlepiej pozbyć się wszelkich urządzeń elektronicznych oraz przedmiotów metalowych. O ile to możliwe należy zejść w spokojniejsze miejsce. W terenie leśnym powinno się oddalić od drzew, położyć na ziemi plecak, a następnie ułożyć się na nim klęcząc i opierając na rękach. W skałach zaś najlepiej odnaleźć jakieś w miarę osłonięte miejsce. Gdyby zaś zdarzyło się najgorsze, starajmy się nie wpadać w panikę, gdyż ta stanowi dodatkowe zagrożenie. Postarajmy się spokojnie wezwać pomoc i oczekiwać cierpliwie na ratowników.

Deszcze

Mimo, iż opady deszczu są nie tylko w Tatrach pospolitym zjawiskiem, to należy pamiętać o co najmniej dwóch możliwych zagrożeniach. Pierwsze - dość oczywiste - po deszczu podłoże staje się dużo bardziej śliskie i łatwiej o wypadek. Drugie - intensywny opad może w trudnym terenie powodować obsunięcia i powstawanie rwących potoków. Te z kolei mogą porwać człowieka - wbrew pozorom, takie przypadki już się zdarzały. Do najniebezpieczniejszych pod tym względem miejsc należy z pewnością Żleb Kulczyńskiego na Orlej Perci.

Zamglenia i zadymki

Zjawiska te znacznie ograniczają widoczność, przez co utrudniają orientację w terenie. podobnie jak gwałtowne załamanie pogody, zachęcają one do szukania własnej drogi zejścia, szybszej ucieczki niż oferuje nam szlak. Gdy zgubimy zaś znaki, sytuacja czasami wydaje się bez wyjścia. Często jednak, paradoksalnie, najlepszym rozwiązaniem jest powrót do góry, aż do odnalezienia szlaku. Tatrzańska rzeźba terenu jest bowiem niezwykle zdradliwa. Wyczerpanych turystów kuszą łagodne żleby i delikatnie nachylone zbocza. Pech chce, że takowe prawie zawsze podcięte są pionowymi ścianami, których to we w mgle najczęściej nie widać, toteż wielu nieszczęśników postawiło przysłowiowy "jeden krok za daleko"... Warto tu wspomnieć o szczególnie mylącej budowie Czerwonych Wierchów. W górnej części wyglądają bardzo niewinnie - łagodne trawiaste kopy, opadające ku dołowi. Niemal ze wszystkich stron jednak, te z pozoru niewinne zbocza zakończone są sporymi przepaściami. Podobnie rzecz ma się z okrytym złą sławą Żleb Drege'a, który z Orlej Perci wygląda na całkiem przyjazną drogę zejściową. Z czasem robi się jednak coraz bardziej stromy i mimo, że udaje się nim jeszcze schodzić, to podejście do góry tą samą drogą jest bardzo trudne. A w dole czeka wysoki, pionowy komin, także nieszczęśnik zostaje usidlony i jedyne co pozostaje, to wytrwałe oczekiwanie na pomoc. Nieznajomość topografii okazuje się więc tragiczna.

Oblodzenia

Szczególnie nasilone w jesieni, są zdradliwe, gdyż występują nawet w okresie dobrej pogody. Pamiętajmy iż ranki i wieczory są zimne, a częsta, jesienna mrzawka na ogół zamarza na skałach, tworząc cienką pokrywę lodową. Niestety jest on kiepsko widoczny, przez co może być zaskoczeniem. A idealnie gładka warstewka lodu, w połączeniu z zaskoczeniem, może skończyć się bardzo groźnym wypadkiem. Osobna kwestia to przymarzanie łańcuchów na ubezpieczonych szlakach. Pamiętajmy, iż bez sztucznych ułatwień szlaki są na ogół dużo trudniejsze, a kiedy do tego lodem pokryte jest podłoże, sytuacja staje się bardzo niebezpieczna. Gdy łańcuch nie jest przymarznięty, to i tak może być bardzo zimny, zaopatrzmy się więc w rękawiczki na chłodniejsze czasy.

Lawiny

Najbardziej znanym i znaczącym niebezpieczeństwem zimowym są lawiny. Często schodzą niespodziewanie, przez co pochłaniają tyle ofiar. Mimo to, prawdopodobieństwo ich występowania można całkiem dobrze przewidzieć, a zwykłemu turyście pomaga pięciostopniowa skala zagrożenia lawinowego. Nawet przy niskim stopniu ryzyka nie można jednak zapomnieć o groźbie lawin. Uwzględnijmy to przy wyborze szlaku. Droga bardzo łatwa latem, może być niezwykle niebezpieczna zimą. TPN zamyka szlaki szczególnego ryzyka np. przez Świstówkę do Doliny Pięciu Stawów, niemniej wiele bardzo narażonych na lawiny dróg pozostaje otwartych. Gdy już musimy poruszać się w lawiniastym terenie, zachowajmy duży odstęp pomiędzy sobą, by w razie obsunięcia się śniegu, ktoś mógł zawiadomić pomoc. Porwanym przez lawinę radzi się odrzucenie wszelkiego sprzętu i próbowanie ruchów pływackich. Gdy podchodzimy natomiast narażonym stokiem, wybierajmy wypukłe formacje terenu. Pamiętajmy też, iż istnieją tzw. warianty zimowe szlaków.

Zmęczenie

Ludzie przebywający w Tatrach po raz pierwszy dość często przeceniają swoje siły przy wyborze szlaku. Pamiętajmy, iż czas przejścia podany na drogowskazie nie uwzględnia przerw i dpoczynków, a mówi nam, ile idzie się w dane miejsce w niezłym tempie. Często starsi ludzie zapominają o tym, iż nie mają kondycji nastolatka i stają się ofiarami zawałów i zasłabnięć. Mówię o starszych ludziach, ale takie przygody zdarzają się też młodym i z pozoru zdrowym. Sytuacja zmienia się też diametralnie przy gorszych warunkach pogodowych. Silny wiatr i deszcz znacząco uprzykrzają drogę, ale prawdziwe dramaty rozgrywają się w warunkach zimowych. Niska temperatura powoduje szybkie wychładzanie się organizmu, a brnięcie w głębokim śniegu wymaga wiele wysiłku. Dodatkowo, gdy zgubiliśmy szlak, wyjątkowo nużące jest przedzieranie się przez kosówki. Pamiętajmy, iż zimą czas przejścia jest podwyższony, a w wypadku, gdy szlak jest nie przetarty, droga może wydłużyć się kilkakrotnie. Dlatego nie żałujmy sobie czasu i prowiantu na wycieczkę - termos z gorącą herbatą to marzenie zimowego wędrowca.

Zasady zachowania na szlakach trudnych, ubezpieczonych i eksponowanych

Na tabliczkach przy trudniejszych szlakach widzimy nie raz ostrzeżenie uwaga na spadające kamienie. Istotnie, nierzadko jakiś odłamek skalny leci z zawrotną szybkością w dół, stanowiąc ogromne zagrożenie. Gdy tylko zauważymy coś takiego, należy maksymalnie zbliżyć się do skalnej ściany. Warto też zaopatrzyć się w kask. Ogólnie, branie kasku w góry to żaden wstyd, a bezpieczeństwo noszącego podnosi on znacznie. Wracając do kamieni, niestety najgroźniejsze wypadki powodują turyści, chodząc nieopatrznie lub wręcz bezmyślnie. Pamiętajmy, iż w dole też być może są ludzie, których rozpędzony kawałek skały może poważnie okaleczyć lub zabić. TOPR odnotował niejeden taki przypadek. Fakt, iż na niektórych szlakach trudno nie zrzucić ani jednego kamienia, ale trochę dobrej woli i z pewnością lawiny nie spowodujemy. Gdy już coś poleci w dół, należy głośno ostrzec innych o tym zdarzeniu. Dźwięk rozchodzi się szybciej, niż kamień leci, więc pozostawimy im ułamek sekundy na odpowiednią reakcję.

Używając łańcuchów pamiętajmy bezwzględnie o zasadzie jedna osoba do jednego łańcucha. I nic nie powinien tutaj znaczyć fakt, iż na Giewont ludzie stoją w kolejce i jeden łańcuch przypada na dobre kilka osób. Wyobraźmy sobie, że pociągamy za łańcuch osoby, która właśnie pokonała z jego pomocą spory i trudny odcinek, wystawiony na przepaście i trzyma się go kurczowo. Co stanie się gdy cały nasz ciężar zacznie ściągać w dół ogniwa łańcucha? Mam nadzieję, że każdy sam ma świadomość, co może się wydarzyć. Pamiętajmy również, że sztuczne ubezpieczenia nie są w idealnym stanie. Zdarzają się kiwające poręcze, urwane łańcuchy itp., dlatego nie zawierzajmy im naszego życia i starajmy się odnajdywać zawsze alternatywny uchwyt.

TOPR i wzywanie pomocy

Wypadki towarzyszyły turystyce tatrzańskiej od zawsze, a gdy ta nasiliła się znacząco z początkiem XX w. i doszło do kilku bardzo głośnych tragedii, zaczęto sobie zdawać sprawę z konieczności utworzenia specjalnego pogotowia, które miałoby ratować turystów z opresji. Gorącym orędownikiem tejże idei był Mariusz Zaruski, jeden z pierwszych propagatorów nart pod Tatrami. Dzięki swojej wytrwałości udało mu się w 1909 roku zdobyć odpowiednie środki finansowe i poparcie społeczne, by założyć Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, którego to został pierwszym naczelnikiem. Pogotowie od początku swej działalności miało wiele pracy, a jego członkowie zasłynęli odwagą i profesjonalizmem w ratowaniu życia. Działalność pogotowia zrewolucjonizowały dwa wynalazki - helikopter i telefon komórkowy. Pozwoliły one skrócić czas akcji ratunkowej z kilkunastu godzin do kilkunastu minut. Nie zawsze jednak użycie tychże jest możliwe. Skupmy się jednak najpierw na wariancie optymistycznym. Załóżmy, że spotkało nas coś niedobrego lub też zauważyliśmy wypadek osoby postronnej. Posiadając telefon komórkowy wystarczy wybrać numer 601 100 300, by zostać połączonym wprost z centralą Pogotowia. Oczywiście można też dzwonić na dowolny numer alarmowy i prosić o poinformowanie o wypadku TOPRu. Ważne jest to o tyle, iż numer 112 wybrać można bez karty SIM w telefonie i przy braku zasięgu u macierzystego operatora. Jeśli warunki atmosferyczne są sprzyjające, powinniśmy się spodziewać bardzo szybkiej interwencji. Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę, by telefon był dobrze naładowany, gdyż przy górskich huśtawkach zasięgu zużywa on wiele energii.

Nie zawsze jednak użycie telefonu jest możliwe. Spadając, mogliśmy przykładowo stracić wyposażenie, lub też, uwięzieni w skalnej półce nie mamy najmniejszych szans na uzyskanie zasięgu u któregoś z operatorów. Wtedy pozostają metody tradycyjne wraz z tą najprostszą, a jakże skuteczną - wołaniem. Ważne, by być wytrwałym we wzywaniu pomocy. Nawet późną jesienią i wiosną po Tatrach wędruje niemało turystów, a więc istnieje ogromna szansa na bycie usłyszanym. Co więcej, znakomita większość uporczywie wołających została uratowana. Oczekiwanie na pomoc jest na ogół o wiele lepszym rozwiązaniem niż próba radzenia sobie samemu. Pomocy można wzywać też latarką, wysyłając sygnał świetlny lub dźwiękowy z częstotliwością sześciu razy na minutę. Następnie minuta przerwy. Jeśli ktoś obeznany z zasadami nas usłyszał, otrzymamy w odpowiedzi trzy sygnały na minutę z minutową przerwą. Gdy jest szansa, iż zostaniemy zobaczeni, możemy postawą ciała oznajmić, czy potrzebujemy pomocy śmigłowca - ręce podniesione do góry, ciało na kształt litery Y oznacza TAK, jedna ręka uniesiona do góry, a druga pozostawiona wzdłuż tułowia - NIE. Gdy pomoc nie nadchodzi musimy uzbroić się w cierpliwość. Być może użycie śmigłowca nie jest możliwe lub ten jest aktualnie wykorzystywany i należy poczekać, aż się zwolni. Czasami konieczne będzie wielogodzinne oczekiwanie, jednak jest to zdecydowanie dobra droga ku ocaleniu, co wyraźnie pokazuje Kronika wypadków.

Nie tylko wypadki zmuszają do zawezwania TOPRu na pomoc. Nierzadko turyści nie potrafią zejść o własnych siłach i należy ich sprowadzić. To żaden wstyd wezwać ratowników, gdy czujemy, iż samodzielnie nie jesteśmy w stanie pokonać trudności i zakończyć wycieczki. Oczywiście powinna to być nauczka na przyszłość, jednak lepiej dostrzec, że przeceniliśmy siły i umiejętności nim wydarzy się coś złego. Inna kwestia to sprowadzanie ludzi, którzy doznali w górach kontuzji lub też tych, których zaskoczyło nagłe załamanie pogody, wystąpiło zalodzenie szlaku i dalsza droga jest po prostu śmiertelnie niebezpieczna.

Odpowiedzialność i ubezpieczenie

Śmigłowiec zrewolucjonizował ratownictwo tatrzańskie, jednak jego użycie wiąże się z ogromnymi kosztami, rzędu kilkunastu - kilkudziesięciu tysięcy złotych. Ratownicy nie kalkulują - gdy tylko są wzywani ruszają i ratują bez względu na koszta. Nierzadko turyści żądają śmigłowca, tylko po to, by sprowadził ich w bezpieczne miejsce. Obecnie, cała akcja ratunkowa na terenie Polski jest bezpłatna, a turysta wpłaca drobną sumkę na TOPR kupując bilet wstępu do TPN. Dodatkowe wsparcie można przekazać chociażby oddając 1% podatku na Pogotowie. Zawsze jednak po głośniejszych akcjach ratunkowych, szczególnie tych, wywołanych nieodpowiedzialnym zachowaniem turystów (niedawne przypadki wypadków pod wpływem alkoholu), odzywają się głosy, iż należy wprowadzić odpłatność za akcję ratowniczą. Najczęściej powtarzanym pomysłem jest tzw. " ubezpieczenie górskie ". Pamiętajmy o tym wybierając się w Tatry Słowacje. Akcja z udziałem śmigłowca jest tam w pełni odpłatna, dlatego zaleca się wykupić stosowne ubezpieczenie. Nawet gdy czujemy się w górach bardzo pewnie - nie sądzę, by ktoś z poszkodowanych w Tatrach wyruszał w góry z przeświadczeniem, iż coś złego może się wydarzyć.

Rozsądek i prewencja

Mimo całego powyższego poradnika, najlepszym rozwiązaniem byłoby, aby nigdy nie znaleźć się w sytuacji awaryjnej. Wbrew pozorom nietrudno już przed wyjściem w góry zadbać o bezpieczeństwo. Przede wszystkim należy obejrzeć z uwagą prognozę pogody na wcześniej niż dobę przed planowanym wyjściem. Najlepiej zapoznać się ze specjalną prognozą dla Tatr i Podhala. W zimie koniecznie trzeba zwrócić uwagę na zagrożenie lawinowe i stopień przetarcia szlaków. Jesienią ważne będą zalodzenia. Wszystkie te informacje można uzyskać od dyżurnego ratownika TOPR, na stronie internetowej TPN lub w schroniskach. Gdy mamy wątpliwości co do jakiegoś szlaku, poradźmy się osoby tak obeznanej jak ratownik. Możemy się spodziewać nie tylko oceny naszego wyboru, ale także aktualnych porad i wskazówek. Wychodząć na szlak zostawmy w miejscu zamieszkania informację o trasie wycieczki i planowanej godzinie powrotu, tak, by można było odpowiednio wcześnie zaalarmować pogotowie w razie kłopotów. Oczywiście karygodna jest sytuacja, w której zostawiamy informację o planowanej trasie, a na miejscu, spontanicznie ją zmieniamy. Starajmy się również unikać samotnych wycieczek, które choć pozwalają na kontemplację piękna Tatr, w sytuacjach kryzysowych stawiają turystę w znacznie gorszym położeniu.

Piotr Gurgul

Średnia ocena artykułu: 8.95
Twoja ocena: Oceń artykuł `Bezpieczeństwo`

Inne artykuły z tej kategorii:




Nie ma jeszcze komentarzy... Ty możesz być pierwszy/a, jak tylko dodamy taką możliwość wreszczcie;)

Wirtualne Tatry - Copyright © 2000-2009 Piotr Gurgul & Marcin Sieniek
grupowy mail - pytania z egzaminu kolokwium notatki